-N...Niall nie może być aż tak źle. - powiedziałam przez płacz.
-Nie wiem jak jest dokładnie Caroline. -usiadł i objął mnie. -Ale nie płacz błagam.
Powoli próbowałam się uspokoić w ramionach mojego narzeczonego. Po kilku minutach zaczęłam normalnie oddychać.
-Już dobrze kwiatuszku ? -spytał zatroskany.
-Tak. Będzie dobrze ja to czuję.
-Może chodźmy już pod scenę zaraz wystąpi Cher.-powiedziała mama Niall'a.
-Dobrze mamo idziemy.
Stanęliśmy pod barierkami. Blondyn objął mnie od tyłu. Irlandzka piosenkarka śpiewała już ostatnią piosenkę i po chwili na scenę wskoczyła znajoma brunetka.
-Witam Mulingar ! -krzyknęła. - Pierwszą piosenkę dedykuję najlepszej parze narzeczonych świata. Niall, Caroline to dla was !
Byłam bardzo zaskoczona.
-To ty ? - powiedziałam do mojego narzeczonego.
-Może.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Piosenka trwała a my czuliśmy się jakbyśmy stali tam sami. Bujaliśmy się w rytm ballady. Później Cher zaśpiewała kilka swoich skocznych utworów. Kiedy skończył się jej występ. Stanęła na środku sceny i powiedziała:
-Mam do was jeszcze jedną prośbę Mulingar. Pomódlmy się za jedną małą duszkę która teraz jest w szpitalu i walczy. Nicole jesteśmy z tobą.
Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Wspólna modlitwa sprawiła, że mniej się martwiłam o dziewczynkę.Niall wziął moją małą dłoń i pociągnął za sobą. Weszliśmy za dużą scenę gdzie stała niska brunetka.
-Dziękuję Cher. - powiedział blondyn i przytulił ją.
-To było cudowne. -dodałam.
-Nie ma sprawy. Chodźcie do naszego namiotu. Napijemy się piwa pogadamy.
-Dobra tylko pójdę po rodziców.
Pokuśtykałam za piosenkarką. Wręczyła mi kufel ciepłego piwa..Usiadłam obok niej przy dużej ławie. Niall przyszedł już z rodzicami i usiedli obok nas. Piliśmy i jedliśmy kiedy coś zabrzęczało w mojej kieszeni.
"Z Nicole wszystko ok. Nie martwcie się. Do wyjazdu jeszcze kilka dni i może uda się spełnić jej marzenie spotkania z JB. Harry x"
Z mojego serca spadł duży kamień.
-Co jest Caroline ?
-Harry napisał. Z Nicole jest wszystko dobrze. Może uda nam się zabrać ją do USA.
-O mój Boże chociaż tyle. Teraz mogę się porządnie ochlać z chłopakami.
-Synu ! -pisnęła jego mama.
-Spokojnie mamo. Wypiję trochę i wrócę do was.
Blondyn poszedł zabalować razem z chłopakami z JLS i swoim tatą a my poszłyśmy pod scenę gdzie za chwilę miała wystąpić gwiazda wieczoru Adele.Było dość chłodno więc założyłam kurtkę. Moja kostka bardzo mi przeszkadzała w tłumie ludzi. Bolała. Po jakiejś godzinie oczekiwania wyszła gwiazda. Koncert był cudowny. Dała z siebie wszystko. Kiedy śpiewała ostatnią piosenkę tłum śpiewał z nią. Ochrona przepuściła nas za scenę gdzie chciałyśmy zrobić sobie zdjęcie z Adele. Kiedy podeszłyśmy zrobiła z nami kilka fotek i dała autografy.
-Dziękujemy. - powiedziałam.
-Nie ma sprawy ! Dla rodziny Niall'a i Cher wszystko. -mrugnęła okiem.
-A gdzie Niall ? -spytałam.
-W namiocie JLS. Chodź za mną.
Kiedy weszłam zauważyłam nieźle opitego irlandczyka. Podniosłam go z ławki i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Było mi bardzo ciężko ponieważ moja kostka dawała się we znaki.
-Zawiozę was. -odezwał się ochroniarz. - Nie byłoby miło gdyby paparazzi go takiego zobaczyli.
Poszliśmy za nim i wsiedliśmy do dużego busa. Po chwili byliśmy pod domem. Niall chwiejnym krokiem ruszył do wejścia. Nagle z wielkim hukiem walnął o ziemię.
-Mój tyłek !
Podniósł się i wolno podszedł do drzwi. Wszedł do domu i oparł się o wieszak z kurtkami który wywalił.
-Jak ty to zrobiłeś że się tak ochlałeś ? -spytałam.
-Nie wiem kocie.
-Wchodź na górę.
Pchałam go i pośpieszałam. Kiedy opadł na łóżko odetchnęłam. Zdjęłam mu spodnie i koszulkę. Przykryłam kocem. Opadłam na łóżko i wybrałam numer do Harry'ego.
-Haloo ? -spytał.
-Cześć. I co u ciebie ?
-Siedzę w szpitalu i pilnuję Nicole.
-Idź się przespać do domu.
-Boję się że jak wstanie i mnie nie będzie to się wystraszy.
-Harry...
-Eeee Hazza jak tam twoje ciasne gacie ? -odezwał się pijany Niall.
-Co to było ? - spytał się rozbawiony chłopak.
-Mój pijany narzeczony.
-Hahaha Horan się ochlał ?
-Niestety.
-Z kim ?
-JLS, jego brat i tata.
-Wiesz ja już kończę bo Nicole sie kręci. Do zobaczenia jutro.
-Do zobaczenia. Zrób wszystko żeby zabrać ją z nami.
-Wiem.
Rozłączyłam się. Poszłam do łazienki i zdjęłam moje ubrania. Zmyłam makijaż i związałam włosy. Założyłam luźną koszulkę i dresy. Położyłam się obok Niall'a i zasnęłam.
***
Rano poczułam lekkie wiercenia obok mnie.
-Co jest Niall ? -zapytałam jeszcze pół przytomna.
-Wody ja pierdole wody. - powiedział siadając i łapiąc się za głowę.
Nie powiem że było mi go żal. Zasłużył sobie na porządnego kaca.
-Naprawdę chce ci się pić ? Nie możliwe.- odpowiedziałam z przesadzonym sarkazmem
-Kwiatuszku naprawdę chce mi się pić. Zrobisz to dla mnie ?
-A nie uważasz że wczorajsze wciąganie cię po schodach żebyś się nie zabił to nie wystarczające ? -zapytałam zdenerwowana.
-Przepraszam i dziękuję kochanie.
-Alleluja ! Myślałam że już się nie domyślisz. -krzyknęłam wznosząc ręce w górę.
Chłopak przytulił mnie.
-Jakby ci to powiedzieć... Walisz alkoholem Niall.
-Ups już idę.
Ześlizgnął się z łóżka i poczołgał się do łazienki.Ja również wstałam i weszłam za nim. Stał przy umywalce i mył zęby. Wzięłam swoją szczoteczkę i zrobiłam to samo. Uczesałam niechlujnego koka (hahah musiałam xd) i pomalowałam się. Weszłam do pokoju i zaczęłam pakować nasze walizki do NY.
-Będziemy wstępować do domu ? -spytałam chłopaka.
-Raczej tak.
Założyłam ciemno zielone spodnie, które sięgały mi trochę przed kostkę. Na górę założyłam czarny luźny sweter. Na nogi wciągnęłam moje znoszone buty emu.Wszystkie walizki były zapiętę. Niall ubrał czarne rurki, białą koszulkę a na to koszule w kratkę. Na nogi założył białe wysokie conversy. Gotowi zeszliśmy na dół - ja właściwię pokuśtykałam bo moja kostka nie doszła jeszcze do siebie _ i szybko zjedliśmy śniadanie. Pożegnaliśmy się i tata Niall'a odwiózł nas na lotnisko. Było tam oczywiście sporo fanek. Ale przed budynkiem czeka Paul z rodziną i wprowadził nas tylnym wejściem.
-Czemu nie dzwoniliście ?
-Poradziliśmy sobie bez ciebie. -powiedziałam uśmiechając się.
-Patrząc na twoją kostkę nie za bardzo.
-Oh to był wypadek w domu.
-Apropo domu. Kiedy samolot do Londynu ?
-Jest opóźnienie. Będzie za godzinę.
Usiedliśmy wszyscy w barze. Zamówiłam kawę i postanowiłam zadzwonić do Liam'a.
-Słucham ?
-Jesteście w domu ?
-Tak już prawie gotowi do wylotu.
-Jak nasz pies ?
-Bardzo dobrze. A wy jak się macie ?
-My jeszcze czekamy na samolot do Londynu. Wszyscy już są w domu ?
-Tak. Nawet Harry i Nicole. Mamy tylko nadzieję że będzie z nią wszystko dobrze.A tak poza tym leci z nami jej lekarka.
-To dobrze. Mała będzie bezpieczna. A jak się czujesz jako narzeczony Danielle ?
-Cudownie ! A ty jako narzeczona blondyna ?
-Tak samo jak ty.
-Ja kończę bo robi się zamieszanie w domu. Paa
-Cześć.
Kiedy zakończyłam moja rozmowę usłyszałam komunikat.
-Pasażerowie lotu E1657-89 z Dublina do Londynu proszeni są do wejścia 10. Samolot gotowy do odlotu. Dziękuję.
Poszliśmy w wskazane miejsce i stanęliśmy w kolejce do wejścia. Chwilę później byliśmy już w samolocie do Londynu.
Droga zleciała szybko i nawet nie wiem kiedy wylądowaliśmy. Na lotnisku czekało na nas mnóstwo fanek.
-O nie. - powiedział Paul.
-Co jest ?
-Jak my stąd wyjdziemy ? Mamy mało czasu więc przeciskanie się odpada a czekać na policje też może trochę potrwać
-Mam pewien pomysł tylko musimy wyjąć moją walizkę na kryzysowe sytuacje.-powiedział Niall.
-Ok ok.
Cofnęliśmy się do korytarza i weszliśmy do łazienki. Mój narzeczony wyjął tą walizkę. Paulowi i sobie przyklei wąsy a mnie i żonie ochroniarza dał peruki. Wszyscy założyliśmy ciemnie okulary.
-A teraz główna część mojego planu czyli stare ubrania babci Harry'ego !
-Co ? - krzyknęliśmy wszyscy naraz.
-To co słyszycie ! Wkładać.
Dał nam stare porościągane swetry. Wciągnęliśmy je na siebie i wyszliśmy. Blondyn założył jeszcze na głowę beret. Kiedy przeszliśmy przez tłum napalonych dziewczyn zrobiło mi się głupio. Sama kiedyś koczowałam na lotnisku i czekałam na nich a teraz my się ukrywamy przed nimi. Kiedy Niall był bezpieczny w samochodzie zdjęłam wszystkie pierdoły i cofnęłam się do dziewczyn. Nie byłam sławna ale pomyślałam że może miło im będzie jak wyjdę i porobie sobie zdjęcia. Przywitały mnie piskiem. Kilka mnie przytuliło. Było miło. Po chwili uciekłam z powrotem do samochodu.
-To miłe co zrobiłaś.
-Sama byłam directioner i koczowałam pod studiem, na lotnisku i smutno mi było jak uciekaliście więc wyszłam do nich.
-Czekałaś na nas ? Byłaś wszędzie gdzie my ?
-Tak.
-Czemu mi nie mówiłaś ?
-Kiedy się poznawaliśmy uznałam że uznasz mnie za świrniętą a później nie pytałeś o to jaką directioner byłam.
-Masz z nami zdjęcie ?
-Mam. - powiedziałam i pokazałam mu zdjęcie z chłopakami na m&g.
-Że ja cię wtedy nie poznałem.
-Byłam jako ostatnia. Byliście zmęczeni.
-To prawda ale dobrze że te słuchawki ci się zepsuły. Gdyby nie ta głośna muzyka nie podszedłbym. - uśmiechnął się. -Jesteś najlepszym do mnie spotkało Caroline.
-Ty też.
Przytulił mnie mocno.